tablica informacyjna

Pan A, niegdyś słynny malarz, którego dzieła wisiały w największych muzeach i posiadłościach, dzisiaj nic nie umie stworzyć. Podłe wydarzenia przeszłości odbiły się na jego dłoniach. Delikatne, gładkie palce już nie suną pędzlem po płótnie tak, jak za dawnych czasów. Jednakże pewnego dnia przechadzając się po ulicznych alejkach, dostrzega młodego chłopczynę, który ni stąd, ni zowąd uderza prosto w duszę malarza i wywołuje ogromną falę natchnienia. Pan A pragnie, aby tajemniczy pan B pomógł odzyskać mu pasję.

środa, 6 lipca 2016

Natchnienie

•••••••••••••••

   Poddenerwowany Morel biegł do pracy obarczony mnóstwem materiałów i tkanin. Akurat dziś budzik postanowił się zbuntować, a baterie wyładować po wielu tygodniach użytku, co doprowadziło do przedłużenia snu młodziaka. Gdyby nie nawał pracy i obowiązki z pewnością byłby ucieszony z całego zajścia. Kto nie chciałby pospać tę godzinę lub dwie dłużej? Zdyszany wpadł do zakładu krawieckiego, gdzie już u wejścia trafił na swoją szefową Lydie.
  -Wybacz, rozładował mi się budzik-rzucił pośpiesznie i popędził do pracowni.
   W pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na wszelkie sprzęty malarskie oraz na samego Nemo. Zaczął rozkładać ubrania i materiały, które znajdowały się na jego ramieniu, na wielki stół do wymierzania.
   -Tutaj ją te dwie pary spodni-rozłożył odzienie i wyrwał małą karteczkę z leżącego niedaleko bloczku. 
   Chwyciwszy długopis w usta, zdjął skuwkę i trzymając ją w zębach zaczął bazgrać cenę oraz o ile rozmiarów poprawił owe ubranie. Zrobił tak jeszcze z kilkoma ubraniami po czym zamknął długopis, poprawił opadającą na oczy czuprynę i odwrócił się do szefowej. Oprócz jej wzroku napotkał również oczy malarza, który poprawiał płótno na sztaludze nie spuszczając z niego wzroku. Chłopczyna zmieszał się lekko. To już? tak szybko miał zostać modelem?
   -T-to ja może zaniosę to do magazynu...-wybąkał i chwycił z powrotem wszystkie ubrania chcąc uniknąć niezręcznej ciszy.
   Wyminął kobietę i czym prędzej czmychnął do innego pomieszczenia. Gdy ułożył starannie wszystkie zamówienia chwycił kolejne wraz z kilkoma materiałami. Wróciwszy do pracowni rozłożył się przy jednej z maszyn i zabrał się za szycie udając, że nie widzi malarza. Było to trudne zwłaszcza, że tuż obok rozłożył się ze swoimi tabołkami, a jemu dłonie drżały niemiłosiernie. 

•••••••••••••••

piątek, 1 lipca 2016

Malarz

•••••••••••••••••••••••
┏ - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - ┓

Z czasem nauczyłem się, że nie warto tęsknić ani pamiętać. Jednak ciebie nie potrafię zapomnieć.


     Niezdarnie przeczesuję jasne włosy, które pod wpływem podmuchu porywistego wiatru nieco się rozczochrały i uśmiecham się pod nosem zadowolony. Widać nowy w tej branży szybko załapał. Lubię ustalać pewne rzeczy na ostatnią chwilę i tylko przy okazji, nic na siłę, bo nigdy na to nie pójdę. Moja menagerka doskonale wiedziała czego potrzebuje artysta, więc starała się ograniczać spotkania z producentami i innymi wielkimi szychami. Życie w stresie i towarzystwie jest takie męczące. Kiedy ludzi znudzą moje prace, pierdolę wszystko i wszystkich, jadę w Bieszczady ze swoich haremem i całym majątkiem. Wszyscy mogą sobie potem najwyżej ponarzekać, mi starczy pieniędzy do końca życia. 
     Następnego dnia, po przebudzeniu się, opanowaniu wyglądu, wypicia kubka mocnej, czarnej kawy i zakupieniu ciasta w pierwszej lepszej cukierni, udałem się do miejsca pracy Truskawka. Mam przecież ludzi od zbierania informacji, co to był za problem dowiedzieć się gdzie mieszka, gdzie pracuje i jaki ma numer telefonu? Te sznureczki zawsze działają. 
     Wchodzę do niewielkiego zakładu krawieckiego. U drzwi wita mnie energiczna, już nie taka młoda, jednak wciąż piękna kobieta o sympatycznym uśmiechu. Standardowo pyta się w czym może pomóc. Z trudem silę się na grzeczności, nie cierpię dużo mówić, a przy tej kobiecie zapewne będę musiał wyjaśnić jej jasno sytuację, przedstawiając najdrobniejsze szczegóły na poziomie sprawdzianów z lektur z mojego dawnego gimnazjum. I tak nie nachodziłem się zbyt długo, bo zaraz zostałem przeniesiony do prywatnej akademii artystycznej, ale pytania zawsze były na stopniu „jakie majtki nosił Wokulski”. Cóż, nikt nie lubił francuskiego. 
      Cierpliwie opowiadam kobiecie całą historię i proszę o pozwolenie, abym mógł malować krawców podczas pracy. W ramach podziękowania oferuję jej ciasto oraz sporą sumę pieniędzy. Kobieta jednak uparcie odmawia zapłaty i pozwala mi na pracę. Uśmiecham się sztucznie, aby przynajmniej sprawiać wrażenie wdzięcznego, po czym podaję jej słodycz zakupioną w cukierni. 
     Niewiele czasu zajęło mi przeniesienie całego sprzętu malarskiego z samochodu, który zaparkowałem przed budynkiem, do pomieszczenia, w którym pracowała kobieta oraz Truskawek. Jego jeszcze nie było, więc ja za ten czas rozglądam się po pomieszczeniu, oceniając szczegóły i oświetlenie.

sobota, 11 czerwca 2016

Natchnienie


•••••••••••••••
  Chłopczna nic nie odpowiedział.  Po raz pierwszy ktoś otwarcie skrytykował coś,  co były wyznacznikiem jego życia.  On,  człowiek,  który wszystko musi mieć dokładnie zaplanowane,  opisane i wyjaśnione, nie rozumiał co to znaczy "iść na żywioł".  Omal nie uraziła go opinia Nemo,  czemu na szczęście zapobiegł zdrowy rozsądek. 
-Jak pan... Jak uważasz-skinął głową.-Niestety nie każdy to umie. A skoro szczegóły nie są tu ważne... Muszę już iść. 
  Nic nie tłumacząc ruszył żwawo w kierunku wyjścia z parku.  Nie zauważył jak jedna z wizytówek sklepu, w którym pracował, wypadła mu z kieszeni i lecąc chwilę z wiatrem upadła na ziemię.  Szefowa zawsze prosiła go o noszenie przynajmniej kilku przy sobie,  by zdobyć potencjalnych klientów.         Morel nigdy nie protestował,  choć wydawało się to być dość dziwne.  Do domu wrócił komunikacją miejską,  nie było czasu by odwiedzić siostrę mieszkającą kilka godzin drogi z Paryża. Wreszcie dotarł do znanej sobie kamienicy, wspiął się po schodach na czwarte piętro, zwane również poddaszem i od kluczył zniszczone wiekiem drzwi. Kawalerka jak kawalerka,  mała,  ciasna i przepełniona śladami przeszłości,  takimi jak zdarta farba przy oknie przez psa poprzednich mieszkańców. Josh chcąc nie chcąc przyzwyczaił się do obskurnego wnętrza,  które z czasem nie było aż takie złe.  Mimo wszystko i tak zbierał na remont.   Zdjąłszy kurtkę i zawiesiwszy ją w szafie, przeszedł do największego pomieszczenia w całym, małym mieszkanku.  Zdjął marynarkę z wieszaka,  znalazł igłę,  czarną nitkę i zasiadając przy stole zabrał się do pracy.  Sąsiadka z dołu wczoraj prosiła go o przyszycie podszewki do marynarki męża.       Jako dość biedna mieszkanka Paryża nie stać ją było jeszcze na nową, a skoro miała sąsiada krawca zawsze wolała wspomóc jego kieszeń niż sklepy.  Mężczyzna mimo skupienia,  jakiego wymagała jego praca,  myślami wciąż był przy nowo poznanym malarzu.  Czysty przypadek,  że go spotkał?  Przypadek,  że pragnie Josh'a jako swoją inspirację? A może przeznaczenie?  Lub kawał?  Brunet omal nie zaszył rękawa odzienia.  Pokręcił głową i poprawił szpilki przy materiale.  Głupie było rozmyślanie o kimś kogo się nie zna,  i który wyprowadza cię z równowagi. A mimo wszystko fascynujące. Dlatego Nemo towarzyszył w myślach chłopczynie aż do końca dnia. 

•••••••••••••••

Malarz

•••••••••••••••••••••••
┏ - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - ┓

Z czasem nauczyłem się, że nie warto tęsknić ani pamiętać. Jednak ciebie nie potrafię zapomnieć.


     Przeczesawszy dłonią włosy, westchnął ciężko. Nie znosił gdy ludzie traktowali go z wyższością, jakby urwał się z jakiegoś wielkiego, cesarskiego rodu z Rosji czy nawet z rodziny sułtana Arabii Saudyjskiej. To, że miał więcej pieniędzy niż statystyczny Francuz, nie czyniło z niego króla. Poza tym nie podobały mu się dopięte na ostatnie guziki umowy. Najszybciej oraz najprzyjemniej pracowało mu się, gdy miał te pewnego rodzaju niedomówienia, pustkę i lekki chaos wokół. Ogólnie czerpał inspiracje i energię z rzeczy nietypowych, a prostych zarazem, między innymi dlatego nie ruszyła go wzmianka o deszczu. Lubił pogody jak pod psem. 
     - Możesz darować sobie to „pan” i mówić mi po imieniu. Irytuje mnie ten rzekomy tytuł - zaznaczył na wstępie. Jeśli z tego Morela, Brzoskwinia, Truskawka taki wystraszony chłopczyna, to Nemo nie był pewny co do ich współpracy. Przydałby mu się facet z charakterem, a nie wychuchana dziewica. - Wolontariusz, co? W porządku, jednak postaram się i tak czy siak jakoś ci wynagrodzić swoje poświęcenie, życie inspiracji to ciężki orzech do zgryzienia - zmrużył lekko oczy. Z doświadczenia wiedział jak mniej więcej zachowują się modele i inspiracje, prędzej czy później marudny, nieuporządkowany i introwertyczny artysta zaczyna ich irytować, potem to już etapy przejściowe, które powoli zbliżają do rzucenia roboty. Nemo wcale nie był lepszy od stereotypowych malarzy. Nie miał życia poza swymi pracami, dlatego ledwo radził sobie z domowymi obowiązkami i nigdy nie potrafił odnaleźć wspólnego tematu w towarzystwie. Malarz to tak naprawdę dusza bez ciała, istnieje we własnym świecie. 
     - Szczegóły? Jakie szczegóły? Szczegóły to możesz wyrzucić za okno, lepiej iść na żywioł - skrzyżował ręce na piersi.


poniedziałek, 6 czerwca 2016

Natchnienie



•••••••••••••••

W głowie Morel'a zaistniał prawdziwy chaos i już całkowicie zapomniał o odwiedzinach siostry. Nie było tajemnicą, że potrzebował pieniędzy. Nie chodziło o spłatę pożyczki ani obecne wydatki, lecz o choćby znalezienie mieszkania z ciepłą, bieżącą wodą. Gdyby był tylko materialistą, chciwym człowiekiem zapewne zgodziłby się bez zastanowienia. Ale nim nie był. Naprawdę chciał pomóc mężczyźnie. Widział, lub przynajmniej mu się wydawało, że widzi, jak bardzo dręczy to blondyna niemogącego nic stworzyć. Lecz tu pojawił się kolejny problem. Praca. Nie będzie miał na nią czasu. Nie będzie mógł pomóc swojej szefowej podnieść się z pola bitewnego, jakim był kryzys, który ledwo zażegnali. A przecież nie zostawi jej samej, póki reszta pracowników nie powróci. Chyba, że zacznie pracować w nocy. Przecież igła i nitka to jego życie. Ocknął się po chwili przypomniawszy sobie, iż nic nie odpowiedział panu La Mettire.
-Nie, nie-zaprzeczył szybko próbując wybrnąć z zaistniałej sytuacji.-Wierzę panu. I chcę pomóc. P-przepraszam, że wyglądało to dość… niewłaściwie-zająknął się lekko, nawet nie wiedząc czemu.-Za szybko zacząłem się zastanawiać jak wszystko poukładać. I nawet się nie przedstawiłem…-poczuł się okrutnie, zachowując się  nietaktownie przy kimś, kto w porównaniu z nim stał kilka pięter wyżej w niewidzialnej hierarchii społecznej.
- J-jestem Joshua Morel-zająknął się, mimo próby powstrzymania tego odruchu.-Na wstępnie chciałbym jednak zaznaczyć, że nie znam się na modelingu, czy choćby pozowaniu…nigdy tego nie robiłem. I nieszczególnie  interesuje mnie kwestia pieniężna.-ostatnie słowo wymówił wręcz przez zaciśnięte gardło.
Mimo wielu koniecznych wydatków, nie chciał brać pieniędzy, czułby się jak oszust, który za nic weźmie wynagrodzenie. A przecież pomoc to nie biznes, za to nie można oczekiwać gotówki. Przynajmniej w jego mniemaniu.
-Nie wiem, czy chce pan omówić szczegóły tutaj i dziś.-zadarł głowę, by spojrzeć na zachmurzone niebo.-Jednak wydaje mi się, że za chwilę może zacząć padać, a w pobliżu nie ma jakiegokolwiek dachu.-zarzucił skórzaną kurtkę na plecy, czując dreszcze przechodzące go po całym ciele.

•••••••••••••••

Malarz

•••••••••••••••••••••••
┏ - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - ┓

Z czasem nauczyłem się, że nie warto tęsknić ani pamiętać. Jednak ciebie nie potrafię zapomnieć.



     - Być natchnieniem to znaczy być wszystkim - odpowiedział krótko i dopiero wtedy zrozumiał w jak wielkie zakłopotanie wprowadził chłopca. - Bardzo przepraszam, że postawiłem cię w nieprzyzwoitej sytuacji i wprawiłem w zakłopotanie - westchnął, aczkolwiek w jego głosie nie było słychać skruchy, zażenowania, czy czegoś podobnego do wstydu, wciąż nie speszył się przez swoje pochopne zachowanie. - Chyba źle zacząłem. Nazywam się Nemo Isleen, może o mnie słyszałeś, może nie, bądź co bądź, jestem malarzem - odchrząknął, próbując pozbyć się ponocnej kluchy w gardle od kilkunastu kubków kawy, przy okazji poprawił niechlujnie rozpięty kołnierz koszuli, przywracając go do prawidłowej formy. - Przez pewnie niefortunne zdarzenie straciłem natchnienie motywujące mnie do działania, czyli prościej mówiąc, nie potrafię nic namalować. O dziwo twoje egzystencjalne istnienie uderzyło mnie niczym grom z nieba. Dzięki tobie na kilka chwil odzyskałem talent, jednakże bez dalszej pomocy z twojej strony, wkrótce znowu popadnę w bezrobocie, więc proszę cię o zostanie moim modelem - rzekł bez ogródek, obserwując chłopca różnokolorowymi, znacznie łagodniejszymi niż wcześniej oczami, przepełnionymi dodatkowo zmęczeniem. Nie spał od kilku nocy, próbując coś namalować.
     - Oczywiście nie za darmo. W związku z wysokim pożądaniem moim dzieł zarabiam całkiem pokaźną sumkę, zapewne moja tygodniowa wypłata jest kilkadziesiąt razy większa niż twoja roczna. Chyba nie muszę tłumaczyć, że w takim układzie zostałbyś sowicie wynagrodzony? - jego zazwyczaj zaciśnięte w wąską kreskę usta wygięły się w delikatnym uśmiechu. Było to zjawisko niezwykle kuriozalne od czasu wypadku, bo zazwyczaj jego twarz nie wyrażała żadnych emocji.
     - I wnioskuję, że przez moje lekkomyślne postępowanie zraziłem cię do siebie, o ile nie przeraziłem. Bardzo przepraszam, mogę jednak zaświadczyć, że jestem prawnym obywatelem - dodał spokojnie, wyczytując z twarzy młodzieńca niechęć do osoby Nemo.


niedziela, 5 czerwca 2016

Natchnienie


•••••••••••••••

Chłopczyna zdziwiony spojrzał na nieznajomego mężczyznę. Czuł się jak w amoku, śnie bez wyjaśnienia. Nie rozumiał co się właśnie dzieje, o co prosi go ów nieznajomy. Stał jak dziecko, które nie rozumiało co się do niego mówi, mimo że doskonale słyszał słowa blondyna. Już miał coś powiedzieć, na usta cisnęły mi się wszelkie słowa, które miały oznaczać sprzeciw. Tak zrobiłby każdy trzeźwo myślący człowiek. Ale nie Morel. Przyklęknięcie, uścisk dłoni i spojrzenie dwukolorowych oczu. Wręcz zdawało mu się, że widział w nich rozpacz, wielką nadzieję pokładaną właśnie w NIM.
-J-ja…ja-wybąkał cicho próbując znaleźć słowa.
Poczuł się jakby zapomniał co to mowa,  czym są słowa  i do czego służą. Jednak oczy złotowłosego jakby wracały się do niego z prośbą "pomóż mi". I to tknęło bruneta.
-D-dobrze-wydukał z trudem.
Jednak gdy to już zrobił poczuł ulgę oraz to,  że zrobi coś dobrego.
-T-tylko wstań już z tej trawy...szkoda i garnituru...i kolan.
Gdy mężczyzna podniósł się z ziemi Joshua nie mógł powstrzymać się od zadania jedynego pytania, które dręczyło go od momentu odezwania się nieznajomego.
-A-ale co to znaczy być natchnieniem?

•••••••••••••••

Malarz

•••••••••••••••••••••••
┏ - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - ┓

Z czasem nauczyłem się, że nie warto tęsknić ani pamiętać. Jednak ciebie nie potrafię zapomnieć.



     Czarny rysik ołówka sunął energicznie po kartce, stawiając nowe kreski, które po jakimś czasie zaczęły formować się w wyraźny kształt, czyli między innymi ciało oraz twarz obiektu śpiącego pod drzewem. Nemo był jak zaklęty, nie potrafił opanować przypływu natchnienia opamiętującego jego ręce oraz umysł. Paranoicznie prędko pracował, jak gdyby bał się, że w pewnym momencie model obudzi się i ucieknie razem z weną malarza. Szczerze powiedziawszy to pierwszy raz od wypadku, gdy znowu tworzył z taką pasją w oczach i wizją w głowie. Miał przed sobą żywe ucieleśnienie wszelkich wyobrażeń i doskonałości rzeźbiarskiej oraz malarskiej na poziomie modeli w ołtarzu Wita Stwosza. Owa osoba była jak jeden z wyrzeźbionych aniołków. Przyciągał uwagę i powodował wieczne zastygnięcie oczu na jego pięknych rysach twarzy. Mógł być nimfą, wróżką, aniołem, władcą, filozofem, pasował do każdej roli, w których zazwyczaj przedstawiano istoty na obrazach. Był zupełnie nowym, czystym natchnieniem niosącym wiele możliwości. Nemo wszystkie je widział, wystarczyło tylko poskładać w całość.
     Wzdrygnął się z frenezją, słysząc cichy szelest gałęzi wierzby i dopiero po kilku minutach zrozumiał, że chłopiec o czarnych włosach poruszył się. La Mettrie był tak pochłonięty rysowaniem, złożem świeżej weny oraz ponownym powrotem jego talentu do trzymania ołówka czy pędzla, że nawet nie zauważył w którym dokładnie momencie jego anioł powrócił do świata żywych. Nieco zaskoczony podniósł głowę znad szkicownika zarysowanego mnóstwem zarysów póz, twarzy czy poszczególnych części ciała typu dłoni, nóg, torsu. Uważnie zlustrował chłopca, po czym nie
zważając na zaistniałą sytuację, wrócił do rysowania. Tak długo, jak pozostawał w miejscu Nemo nie musiał się ruszać, ani, co gorsza, wyjaśniać czemuż to postanowił posłużyć się nim jako modelem.
     Chłopaczyna najwyraźniej nie wiedząc co począć, po prostu podniósł się z ziemi i gdy przeszedł obok artysty, wtem ten złapał go za nadgarstek. Uniósł głowę, aby utrzymać kontakt wzrokowy tak niezbędny do poprawnej rozmowy między ludźmi.
      Wstał z suchej, wiosennej, zielonej trawy i podniósłszy swoje akcesoria rysownicze, spakował je do teczki, a następnie nie zważając na drogi materiał garnituru, uklęknął przed nim na jedno kolano, chwycił w dłonie jego dłoń i rzekł:
- Zostań moim natchnieniem.


sobota, 4 czerwca 2016

Natchnienie


••••••••••••••• 

  -Josh, przyniesiesz mi ten różowy tiul do sukienki?-zawołała młodziutka blondynka z drugiego pomieszczenia.
Słysząc to dwudziestoczterolatek podniósł się zza lady i powlekł ku magazynowi. Przechodząc między pudłami, pełnymi przeróżnych tkanin, przeczesywał palcami roztrzepane, ciemne włosy, które po zarwanej nocce całkowicie odmówiły posłuszeństwa. Ujrzawszy szukany materiał chwycił cały karton i pomaszerował z nim do pracowni.
-Gdzie to postawić Lydie?-spytał lekko znużonym głosem.
-Dziękuję-posłała szeroki uśmiech i wskazała miejsce przy stole z maszyną do szycia.-Możesz zostawić  to tutaj. Muszę posprzątać w końcu ten bałagan…
  Chłopczyna spełnił prośbę szefowej i postawił zbędny ciężar na ziemi, po czym rozmasował obolałe plecy. Mógł jednak nie pracować w nocy. Ale wtedy nie miałby dnia wolnego. I nie mógłby nieco odpocząć.
-Mogę już iść? Nie chcę by uciekł mi autobus-zwrócił się do przełożonej, która jakby dostała olśnienia.
-No tak, idź idź. Zupełnie o tym zapomniałam. Wiesz cały sklep na głowie…-próbowała się tłumaczyć.
-Nie szkodzi-zaśmiał się z zapominalstwa krawcowej.
  Ostatnio zdarzało się jej to nazbyt często, co być może wynikało ze zbyt wielu obowiązków, którymi została obarczona przez prowadzenie własnej działalności oraz kryzys, który wywrócił sklep do góry nogami. Ruszył do wyjścia chwytając w dłoń kurtkę, lecz nim otworzył szklane drzwi zawołał tylko:
-Miłego szycia!
  I wyszedł. Pośpiesznym krokiem skierował się do przystanku autobusowego. Wręcz zaczął do niego biec, gdy autobus odjechał mu przed nosem. Zatrzymał się i złapał oddech. Nie miał co nawet za nim biec, tutejsi kierowcy nie byli zbyt mili, aby choć zwolnić. Wręcz przeciwnie, jechali jeszcze szybciej i podśmiewali się pod nosem. Westchnąwszy udał się pobliskiego parku. Przedzierając się przez gromadki ludzi w końcu dotarł do bardziej opustoszałej alejki. Usiadł pod jednym z drzew i przykrył się kurtką, której nie zdążył wcześniej założyć.
-Chwilkę sobie tylko posiedzę-mruknął cicho zamykając powieki.
  Jednak „chwilka” okazała się zbyt długa. Ocknął się czując zimny powiew wiatru. Zmarzł, mimo tak ciepłej pogody. Było mu zimno. Skulił się i przetarł zaspane powieki. Mógł jednak nie zakładać koszulki na krótki rękaw. Otworzywszy oczy niemalże od razu napotkał niezwykłe oczęta starszego od siebie mężczyzny. W pierwszej chwili, będąc wciąż pod wpływem objęć Morfeusza, przeraził się i odsunął do tyłu. Dopiero wtedy dostrzegł rysownik spoczywający w dłoniach blondyna oraz jego nietypowy ubiór. Nie co dzień spotyka się mężczyznę siedzącego w garniturze na trawie. To przeraziło go jeszcze bardziej. Chcąc odskoczyć w tył napotkał pień grubego drzewa, który uniemożliwił mu ucieczkę. A co dziwniejsze, obaj wciąż wpatrywali się w swoje oczy. Joshua nie mógł przestać dziwić  się dwukolorowym tęczówkom nieznajomego. To jeszcze bardziej odebrało mu mowę.

•••••••••••••••   

Malarz

•••••••••••••••••••••••
┏ - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - ┓

Z czasem nauczyłem się, że nie warto tęsknić ani pamiętać. Jednak ciebie nie potrafię zapomnieć.



     - Panie Nemo La Mettrie, istnieje jakakolwiek nadzieja, że wróci pan do formy i znowu zacznie malować? Doskonale pan wie, że to, co zdarzyło się kiedyś jest przeszłością, należy ją jedynie spławić machnięciem ręki i żyć dalej, a pan pogrąża się w gorzkich wspomnieniach - wysoka, gustownie ubrana kobieta o płomiennym, zielonym spojrzeniu dwóch kamieni szmaragdu odgarnęła rude kosmyki włosów, których barwa nie była skutkiem farby, a jedynie decyzji Matki Natury. Poprawiła opadające na czubek nosa okulary i spojrzała znad szkiełek na przystojnego, młodego, zaledwie dwudziestopięcioletniego mężczyznę o złotych, starannie ułożonych włosach i o dwukolorowych oczach. Lewe, błękitne wydawało się zrobione jakby z lodu, prawe zaś, brązowe, przypominało ogień szarpiący się z suchą trawą podczas upalnego lata. Nemo, chociaż posiadał śmieszne imię, nie był roześmianym, infantylnym dzieciakiem bez piątej klepki. Machinalna wrogość postarzała jego rysy twarzy i powodowała, że wyglądał niczym zawodowy morderca o niszczącym wzroku. 
     - Nie mam pojęcia, proszę przestać mnie męczyć, pani Samantho Crown, to irytujące - odburknął.
- Nie, to pan jest irytujący. Ja nie rozpaczałam po kryzysach w życiu prywatnym. Gdy umarł mi mąż, dumnie kroczyłam z głową uniesioną ku górze - warknęła rozgniewana kobieta, podnosząc się z wyścielanej białą tapicerką kanapy. Uderzyła pięścią w stół, przez co kubek z kawą podskoczył i rozlał się na gazetę ze zdjęciem ostatniego dzieła Nemo. 
- Proszę pamiętać, że zdążyłem już zaakceptować przeszłość. Mój talent najwidoczniej zniknął razem z nią - odpowiedział zupełnie spokojny mężczyzna. - Przepraszam, na mnie już pora - dodał po chwili i bez pośpiechu wstał z fotela. - Do widzenia - rzucił leniwie, wychodząc za ciemne, mahoniowe drzwi. Po drodze zgarnął dłonią swój cienki, wiosenny płaszcz, który i tak czy siak nie był mu potrzebny ze względu na dosyć wysoką temperaturę jak na tę porę roku, oraz garnitur, który był zmuszony ubrać na potrzeby spotkania biznesowego ze swoją menedżerką.
     Czym prędzej ruszył w stronę głównego holu, a stamtąd do drzwi wyjściowych.
     Nemo nie znosił tych służbowych pogadanek o jego walącej się karierze i braku natchnienia. Za każdym razem spławiał wszystkich psychologów sprowadzanych przez panią Samanthę Crown oraz szefów motywujących go do pracy. Miał dosyć. Zdobędzie wenę to zdobędzie, nie zdobędzie to nie zdobędzie i kij z tym. Z doświadczenia wiedział, że im bardziej pragnie się czegoś zdobyć, to ucieka coraz prędzej, więc należy usiąść i spokojnie poczekać aż samo zawróci.
     Skręcił w stronę parku. O tej porze roku było tam naprawdę przyjemne, a i ludzi trochę mniej, bo zazwyczaj większość kręciła się po głównych ulicach. Nemo unikał tłoku. Nie znosił hałasu ani tego nieprzyjemnego szturchania z każdej strony, czasem szlag trafiał i miało się ochotę po prostu wypchnąć wszystkich do rowu. Mocniej zacisnął dłoń na rączce swojej teczki, skręcając w bardziej zaludnioną część parku, jednakże po kilku metrach zawitał do spokojniejszej alejki, gdzie tylko pojedyncze osoby przewijały się wśród krzewów, drzew oraz nierównomiernie posadzonych kwiatów.
     Westchnął ciężko, podniósłszy wzrok znad czubków swoich świeżo wypastowanych pantofli, których nienawidził tak samo jak garniturów, ale wypadało ubrać się elegancko do pracy.
Gwałtownie zatrzymał się przed starą płaczącą brzozą, której włosy pełne jasnozielonych listków opadały bezwiednie tworząc półprzezroczystą kotarę otaczającą pień. Przez nią prześwitywała sylwetka, która dziwnym trafem przykuła uwagę Nemo. Mężczyzna nie wiele myśląc, odgarnął kurtynę i powoli wsunął się za nią, aby łatwiej mu było zlustrować ową tajemniczą osobę.
- Anioł... - szepnął obserwując zaskoczony śpiącego chłopca opartego o pień drzewa. Mechanicznie usiadł, krzyżując nogi i wyciągnął ze swojej teczki szkicownik oraz ołówek, bez których nie ruszał się z domu. Oczarowany zarówno scenerią, sytuacją, jak i modelem zaczął rysować to, co widział. Natchnienie przyszło samo z siebie. A było najmniej oczekiwane. 

Natchnienie



Czasu nie da się zatrzymać. On biegnie nieubłaganie. Dlatego banan na twarzy i biegniemy do cukierni! 



Joshua Morel
||  Lat 24 || Urodzony dwunastego lutego ||
|| Mężczyzna || Homoseksualista ||
|| Z zawodu krawiec || Abstynent ||
|| Ukończone studia ekonomiczne ||
~*~
|| Metr siedemdziesiąt wzrostu || Niedowaga ||
|| Brunet || Szafirowe oczy ||


piątek, 3 czerwca 2016

Malarz

~*~

Z czasem nauczyłem się, że nie warto tęsknić ani pamiętać. 
Jednak ciebie nie potrafię zapomnieć.


Nemo La Mettrie

|| lat 25 || urodzony dwunastego maja ||
|| mężczyzna || homoseksualista ||
|| z zawodu malarz || okrzyknięty geniuszem ||
|| ukończył studia malarskie w wieku 16 lat ||

~*~

||metr osiemdziesiąt pięć wzrostu || waga adekwatna ||
|| włosy blond || heterochromia oczu ||
|| lewe oko błękitne || prawe oko piwne ||