•••••••••••••••
-Wybacz, rozładował mi się budzik-rzucił pośpiesznie i popędził do pracowni.
W pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na wszelkie sprzęty malarskie oraz na samego Nemo. Zaczął rozkładać ubrania i materiały, które znajdowały się na jego ramieniu, na wielki stół do wymierzania.
-Tutaj ją te dwie pary spodni-rozłożył odzienie i wyrwał małą karteczkę z leżącego niedaleko bloczku.
Chwyciwszy długopis w usta, zdjął skuwkę i trzymając ją w zębach zaczął bazgrać cenę oraz o ile rozmiarów poprawił owe ubranie. Zrobił tak jeszcze z kilkoma ubraniami po czym zamknął długopis, poprawił opadającą na oczy czuprynę i odwrócił się do szefowej. Oprócz jej wzroku napotkał również oczy malarza, który poprawiał płótno na sztaludze nie spuszczając z niego wzroku. Chłopczyna zmieszał się lekko. To już? tak szybko miał zostać modelem?
-T-to ja może zaniosę to do magazynu...-wybąkał i chwycił z powrotem wszystkie ubrania chcąc uniknąć niezręcznej ciszy.
Wyminął kobietę i czym prędzej czmychnął do innego pomieszczenia. Gdy ułożył starannie wszystkie zamówienia chwycił kolejne wraz z kilkoma materiałami. Wróciwszy do pracowni rozłożył się przy jednej z maszyn i zabrał się za szycie udając, że nie widzi malarza. Było to trudne zwłaszcza, że tuż obok rozłożył się ze swoimi tabołkami, a jemu dłonie drżały niemiłosiernie.
•••••••••••••••