•••••••••••••••
Chłopczna nic nie odpowiedział. Po raz pierwszy ktoś otwarcie skrytykował coś, co były wyznacznikiem jego życia. On, człowiek, który wszystko musi mieć dokładnie zaplanowane, opisane i wyjaśnione, nie rozumiał co to znaczy "iść na żywioł". Omal nie uraziła go opinia Nemo, czemu na szczęście zapobiegł zdrowy rozsądek.
-Jak pan... Jak uważasz-skinął głową.-Niestety nie każdy to umie. A skoro szczegóły nie są tu ważne... Muszę już iść.
Nic nie tłumacząc ruszył żwawo w kierunku wyjścia z parku. Nie zauważył jak jedna z wizytówek sklepu, w którym pracował, wypadła mu z kieszeni i lecąc chwilę z wiatrem upadła na ziemię. Szefowa zawsze prosiła go o noszenie przynajmniej kilku przy sobie, by zdobyć potencjalnych klientów. Morel nigdy nie protestował, choć wydawało się to być dość dziwne. Do domu wrócił komunikacją miejską, nie było czasu by odwiedzić siostrę mieszkającą kilka godzin drogi z Paryża. Wreszcie dotarł do znanej sobie kamienicy, wspiął się po schodach na czwarte piętro, zwane również poddaszem i od kluczył zniszczone wiekiem drzwi. Kawalerka jak kawalerka, mała, ciasna i przepełniona śladami przeszłości, takimi jak zdarta farba przy oknie przez psa poprzednich mieszkańców. Josh chcąc nie chcąc przyzwyczaił się do obskurnego wnętrza, które z czasem nie było aż takie złe. Mimo wszystko i tak zbierał na remont. Zdjąłszy kurtkę i zawiesiwszy ją w szafie, przeszedł do największego pomieszczenia w całym, małym mieszkanku. Zdjął marynarkę z wieszaka, znalazł igłę, czarną nitkę i zasiadając przy stole zabrał się do pracy. Sąsiadka z dołu wczoraj prosiła go o przyszycie podszewki do marynarki męża. Jako dość biedna mieszkanka Paryża nie stać ją było jeszcze na nową, a skoro miała sąsiada krawca zawsze wolała wspomóc jego kieszeń niż sklepy. Mężczyzna mimo skupienia, jakiego wymagała jego praca, myślami wciąż był przy nowo poznanym malarzu. Czysty przypadek, że go spotkał? Przypadek, że pragnie Josh'a jako swoją inspirację? A może przeznaczenie? Lub kawał? Brunet omal nie zaszył rękawa odzienia. Pokręcił głową i poprawił szpilki przy materiale. Głupie było rozmyślanie o kimś kogo się nie zna, i który wyprowadza cię z równowagi. A mimo wszystko fascynujące. Dlatego Nemo towarzyszył w myślach chłopczynie aż do końca dnia.
•••••••••••••••

