•••••••••••••••
Chłopczyna zdziwiony spojrzał na nieznajomego mężczyznę. Czuł się jak w amoku, śnie bez wyjaśnienia. Nie rozumiał co się właśnie dzieje, o co prosi go ów nieznajomy. Stał jak dziecko, które nie rozumiało co się do niego mówi, mimo że doskonale słyszał słowa blondyna. Już miał coś powiedzieć, na usta cisnęły mi się wszelkie słowa, które miały oznaczać sprzeciw. Tak zrobiłby każdy trzeźwo myślący człowiek. Ale nie Morel. Przyklęknięcie, uścisk dłoni i spojrzenie dwukolorowych oczu. Wręcz zdawało mu się, że widział w nich rozpacz, wielką nadzieję pokładaną właśnie w NIM.
-J-ja…ja-wybąkał cicho próbując znaleźć słowa.
Poczuł się jakby zapomniał co to mowa, czym są słowa i do czego służą. Jednak oczy złotowłosego jakby wracały się do niego z prośbą "pomóż mi". I to tknęło bruneta.
-D-dobrze-wydukał z trudem.
Jednak gdy to już zrobił poczuł ulgę oraz to, że zrobi coś dobrego.
-T-tylko wstań już z tej trawy...szkoda i garnituru...i kolan.
Gdy mężczyzna podniósł się z ziemi Joshua nie mógł powstrzymać się od zadania jedynego pytania, które dręczyło go od momentu odezwania się nieznajomego.
-A-ale co to znaczy być natchnieniem?
•••••••••••••••
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz