tablica informacyjna

Pan A, niegdyś słynny malarz, którego dzieła wisiały w największych muzeach i posiadłościach, dzisiaj nic nie umie stworzyć. Podłe wydarzenia przeszłości odbiły się na jego dłoniach. Delikatne, gładkie palce już nie suną pędzlem po płótnie tak, jak za dawnych czasów. Jednakże pewnego dnia przechadzając się po ulicznych alejkach, dostrzega młodego chłopczynę, który ni stąd, ni zowąd uderza prosto w duszę malarza i wywołuje ogromną falę natchnienia. Pan A pragnie, aby tajemniczy pan B pomógł odzyskać mu pasję.

niedziela, 5 czerwca 2016

Malarz

•••••••••••••••••••••••
┏ - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - ┓

Z czasem nauczyłem się, że nie warto tęsknić ani pamiętać. Jednak ciebie nie potrafię zapomnieć.



     Czarny rysik ołówka sunął energicznie po kartce, stawiając nowe kreski, które po jakimś czasie zaczęły formować się w wyraźny kształt, czyli między innymi ciało oraz twarz obiektu śpiącego pod drzewem. Nemo był jak zaklęty, nie potrafił opanować przypływu natchnienia opamiętującego jego ręce oraz umysł. Paranoicznie prędko pracował, jak gdyby bał się, że w pewnym momencie model obudzi się i ucieknie razem z weną malarza. Szczerze powiedziawszy to pierwszy raz od wypadku, gdy znowu tworzył z taką pasją w oczach i wizją w głowie. Miał przed sobą żywe ucieleśnienie wszelkich wyobrażeń i doskonałości rzeźbiarskiej oraz malarskiej na poziomie modeli w ołtarzu Wita Stwosza. Owa osoba była jak jeden z wyrzeźbionych aniołków. Przyciągał uwagę i powodował wieczne zastygnięcie oczu na jego pięknych rysach twarzy. Mógł być nimfą, wróżką, aniołem, władcą, filozofem, pasował do każdej roli, w których zazwyczaj przedstawiano istoty na obrazach. Był zupełnie nowym, czystym natchnieniem niosącym wiele możliwości. Nemo wszystkie je widział, wystarczyło tylko poskładać w całość.
     Wzdrygnął się z frenezją, słysząc cichy szelest gałęzi wierzby i dopiero po kilku minutach zrozumiał, że chłopiec o czarnych włosach poruszył się. La Mettrie był tak pochłonięty rysowaniem, złożem świeżej weny oraz ponownym powrotem jego talentu do trzymania ołówka czy pędzla, że nawet nie zauważył w którym dokładnie momencie jego anioł powrócił do świata żywych. Nieco zaskoczony podniósł głowę znad szkicownika zarysowanego mnóstwem zarysów póz, twarzy czy poszczególnych części ciała typu dłoni, nóg, torsu. Uważnie zlustrował chłopca, po czym nie
zważając na zaistniałą sytuację, wrócił do rysowania. Tak długo, jak pozostawał w miejscu Nemo nie musiał się ruszać, ani, co gorsza, wyjaśniać czemuż to postanowił posłużyć się nim jako modelem.
     Chłopaczyna najwyraźniej nie wiedząc co począć, po prostu podniósł się z ziemi i gdy przeszedł obok artysty, wtem ten złapał go za nadgarstek. Uniósł głowę, aby utrzymać kontakt wzrokowy tak niezbędny do poprawnej rozmowy między ludźmi.
      Wstał z suchej, wiosennej, zielonej trawy i podniósłszy swoje akcesoria rysownicze, spakował je do teczki, a następnie nie zważając na drogi materiał garnituru, uklęknął przed nim na jedno kolano, chwycił w dłonie jego dłoń i rzekł:
- Zostań moim natchnieniem.


Brak komentarzy :

Prześlij komentarz