tablica informacyjna

Pan A, niegdyś słynny malarz, którego dzieła wisiały w największych muzeach i posiadłościach, dzisiaj nic nie umie stworzyć. Podłe wydarzenia przeszłości odbiły się na jego dłoniach. Delikatne, gładkie palce już nie suną pędzlem po płótnie tak, jak za dawnych czasów. Jednakże pewnego dnia przechadzając się po ulicznych alejkach, dostrzega młodego chłopczynę, który ni stąd, ni zowąd uderza prosto w duszę malarza i wywołuje ogromną falę natchnienia. Pan A pragnie, aby tajemniczy pan B pomógł odzyskać mu pasję.

sobota, 4 czerwca 2016

Natchnienie


••••••••••••••• 

  -Josh, przyniesiesz mi ten różowy tiul do sukienki?-zawołała młodziutka blondynka z drugiego pomieszczenia.
Słysząc to dwudziestoczterolatek podniósł się zza lady i powlekł ku magazynowi. Przechodząc między pudłami, pełnymi przeróżnych tkanin, przeczesywał palcami roztrzepane, ciemne włosy, które po zarwanej nocce całkowicie odmówiły posłuszeństwa. Ujrzawszy szukany materiał chwycił cały karton i pomaszerował z nim do pracowni.
-Gdzie to postawić Lydie?-spytał lekko znużonym głosem.
-Dziękuję-posłała szeroki uśmiech i wskazała miejsce przy stole z maszyną do szycia.-Możesz zostawić  to tutaj. Muszę posprzątać w końcu ten bałagan…
  Chłopczyna spełnił prośbę szefowej i postawił zbędny ciężar na ziemi, po czym rozmasował obolałe plecy. Mógł jednak nie pracować w nocy. Ale wtedy nie miałby dnia wolnego. I nie mógłby nieco odpocząć.
-Mogę już iść? Nie chcę by uciekł mi autobus-zwrócił się do przełożonej, która jakby dostała olśnienia.
-No tak, idź idź. Zupełnie o tym zapomniałam. Wiesz cały sklep na głowie…-próbowała się tłumaczyć.
-Nie szkodzi-zaśmiał się z zapominalstwa krawcowej.
  Ostatnio zdarzało się jej to nazbyt często, co być może wynikało ze zbyt wielu obowiązków, którymi została obarczona przez prowadzenie własnej działalności oraz kryzys, który wywrócił sklep do góry nogami. Ruszył do wyjścia chwytając w dłoń kurtkę, lecz nim otworzył szklane drzwi zawołał tylko:
-Miłego szycia!
  I wyszedł. Pośpiesznym krokiem skierował się do przystanku autobusowego. Wręcz zaczął do niego biec, gdy autobus odjechał mu przed nosem. Zatrzymał się i złapał oddech. Nie miał co nawet za nim biec, tutejsi kierowcy nie byli zbyt mili, aby choć zwolnić. Wręcz przeciwnie, jechali jeszcze szybciej i podśmiewali się pod nosem. Westchnąwszy udał się pobliskiego parku. Przedzierając się przez gromadki ludzi w końcu dotarł do bardziej opustoszałej alejki. Usiadł pod jednym z drzew i przykrył się kurtką, której nie zdążył wcześniej założyć.
-Chwilkę sobie tylko posiedzę-mruknął cicho zamykając powieki.
  Jednak „chwilka” okazała się zbyt długa. Ocknął się czując zimny powiew wiatru. Zmarzł, mimo tak ciepłej pogody. Było mu zimno. Skulił się i przetarł zaspane powieki. Mógł jednak nie zakładać koszulki na krótki rękaw. Otworzywszy oczy niemalże od razu napotkał niezwykłe oczęta starszego od siebie mężczyzny. W pierwszej chwili, będąc wciąż pod wpływem objęć Morfeusza, przeraził się i odsunął do tyłu. Dopiero wtedy dostrzegł rysownik spoczywający w dłoniach blondyna oraz jego nietypowy ubiór. Nie co dzień spotyka się mężczyznę siedzącego w garniturze na trawie. To przeraziło go jeszcze bardziej. Chcąc odskoczyć w tył napotkał pień grubego drzewa, który uniemożliwił mu ucieczkę. A co dziwniejsze, obaj wciąż wpatrywali się w swoje oczy. Joshua nie mógł przestać dziwić  się dwukolorowym tęczówkom nieznajomego. To jeszcze bardziej odebrało mu mowę.

•••••••••••••••   

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz